Rosenfeld po latach. Artykuły na temat jego wpływu na praktykę kliniczną - Książki Medyczne - Najtańsza Księgarnia Medyczna
img
img

Rosenfeld po latach. Artykuły na temat jego wpływu na praktykę kliniczną

  • Dostępność: Produkt dostępny
  • Wydawca: Oficyna INGENIUM
  • Stara Cena: 79,00 złCena: 69,00 zł
  • Ilość:
    imgDOSTAWA OD 9.99 ZŁ
  • Poleć produkt
  • Tytuł: Rosenfeld po latach. Artykuły na temat jego wpływu na praktykę kliniczną

    Autor: Steiner John

    Stron: 191

    Oprawa: twarda

    Rok: 2012

    ISBN: 978-83-62651-08-5

    Spis treści

    Część pierwsza
    Materiały konferencyjne 
    Współczesne prace poświęcone dorobkowi Rosenfelda

     

    1. Wtargnięcia
    Edna O’Shaughnessy

    2. Omówienie artykułu Edny O’Shaughnessy
    Michael Feldman

    3. Jaką rolę w zaburzeniach narcystycznych odgrywa narcyzm?
    Ronald Britton

    4. Omówienie artykułu Rona Brittona
    Hanna Segal

    5. Uwagi na temat wkładu H. A. Rosenfelda
    do psychoanalizy 
    Riccardo Steiner

    6. Wkład Herberta Rosenfelda do psychoanalizy – przegląd
    z osobistej perspektywy 
    John Steiner

    Część druga 
    Cztery artykuły Herberta Rosenfelda

     

    7. Analiza stanu schizofrenicznego z depersonalizacją
    Herbert A. Rosenfeld

    8. O psychopatologii narcyzmu: perspektywa kliniczna
    Herbert A. Rosenfeld

    9. Kliniczne podejście do psychoanalitycznej teorii popędów
    życia i śmierci: badanie agresywnych aspektów narcyzmu 
    Herbert A. Rosenfeld

    10. Przyczynek do psychopatologii stanów psychotycznych:
    wpływ identyfikacji projekcyjnej na strukturę ego i na relacje 
    z obiektem pacjenta psychotycznego 
    Herbert A. Rosenfeld

     

    -------------------------------------------------------------------

     

    Rozdział 5

    Uwagi na temat wkładu H. A. Rosenfelda do psychoanalizy

     

    Riccardo Steiner

     

     

    Ich bin kein Theoretiker”. Takimi słowami Rosenfeld – podczas pierwszego wywiadu, jaki z nim przeprowadziłem – pragnął podkreślić własny sposób bycia psychoanalitykiem; obecnie wywiad ten zaginął w mrokach dziejów. Był sobotni poranek jednego z pierwszych dni marca. Nagle zaczął padać śnieg, zaś Rosenfeld, wypowiadając cytowane słowa, przez chwilę spoglądał przez okno swego domu przy Woronzov Street w Londynie na róże w ogrodzie – tak, jakby martwił się, że będą musiały poradzić sobie ze śniegiem. Następnie powoli odwrócił głowę i skierował na mnie wzrok, jakby był ciekaw, jakie wrażenie zrobiły jego słowa na mnie – przybyszu z kontynentalnej Europy, który przyjechał do Londynu zaledwie dzień wcześniej i proponował rozmowę na temat tak zwanych rewolucyjnych doświadczeń późnych lat 60., kiedy wszystko miało charakter praktyki, ale w rzeczywistości było też dość dziwną teorią. Wyraz jego twarzy rozświetlił jeden z tych uśmiechów, które – jak mniemam – nadal pamięta każdy, kto go spotkał. Wydawało się, że uśmiech ów nie ma końca, żłobi zmarszczki na wysokim czole Rosenfelda, poszerza jego wargi i usta, ukazując silne zęby. Jednocześnie jego półprzymkniete oczy, w których można było wyczuć burzę przebiegłych, ironicznych błysków, taksowały mnie z pewnego rodzaju łagodną cierpliwością, jakby mówił: „No cóż, oto ja... teraz ty zdecyduj, co chcesz zrobić albo wybrać...”.

    W tamtych czasach nie przyszło mi na myśl, że któregoś dnia mogę zostać poproszony o napisanie artykułu ilustrującego określone aspekty pracy Rosenfelda. Jest to, proszę mi wierzyć, niełatwe zadanie; mają w tym udział także moje własne kłopoty – dobrze znane tym, z którymi się przyjaźnię – jak na przykład niemożność znalezienia czasu na napisanie choćby krótkiego artykułu. Jest jednak coś jeszcze: wbrew deklaracjom Rosenfelda, z początku sprawiającym wrażenie pomocnych dla autora opracowania, twierdzenie o niebyciu teoretykiem stanowi w pewnym sensie odrębną pozycję teoretyczną, której specyfikę i wynikłe z niej problemy należy zrozumieć.

    [...]

    Rosenfeld nie miał takich zainteresowań filozoficznych i epistemologicznych jak Bion; nie miał też upodobania do wypowiadania się w typowy dla Biona sposób, będący mieszanką rozmaitych stylów: naukowego, literackiego (w duchu Becketta), filozoficznego stylu oksfordzkiego filozofa analityka oraz urywanego stylu mistyka. Nie wymyślał zwięzłych nazw dla danych pojęć, jak na przykład „funkcja alfa/beta”, „zamyślenie” czy „pomieszczające” – obecnie powtarzanych przez wszystkich i stanowiące niemal ikony. Nie dysponował także syntetycznym, poetyckim mistrzostwem pióra, jakie cechuje kliniczne pisma Segal, nie podzielał też jej pozaanalitycznych zainteresowań, nieodłącznie powiązanych z jej teoriami.

    Mimo tego wszystkiego Rosenfeld – choć różnił się od kolegów, wśród których często się go wymienia – przyczynił się do stworzenia słynnej grupy badającej prymitywne, nieświadome aspekty i „fantazje” self oraz ich komunikowanie – wszystko to przez ponad dwadzieścia lat wspólnej pracy w Londynie, zanim Bion w latach 70. wyjechał do Ameryki. Brazylijska gazeta kiedyś nazwała Londyn z tamtych lat „psychoanalitycznym Princeton”, porównując pracę wspomnianej grupy do dokonań wielkich fizyków, którzy w latach 50. (i wcześniej) położyli podwaliny pod badania nad cząsteczkami mniejszymi od atomów. Oczywiście, wprowadzanie takich porównań zawsze jest niebezpieczne i zbyt ryzykowne, jednak przytoczona myśl zawiera ziarno prawdy.

    Rosenfeld był klinicystą obdarzonym rzadką umiejętnością obserwacji i wrażliwością na tak zwane psychotyczne obszary naszej osobowości czy też psychotyczne stany jako takie. Czasami przypominał swego rodzaju radiestetę badającego stany czy obszary psychotyczne przy użyciu nadwrażliwej, intuicyjnej i percepcyjnej różdżki, potrafiącego wejść w taki kontakt z pacjentem, jakby nieświadomie oddychał, słuchał i odbierał pacjenta całym sobą, bez żadnych uprzedzeń – zwłaszcza w tych obszarach.

    Pracę często opierał na powolnym gromadzeniu bardzo subtelnych szczegółów w drodze obserwacji, tak, jakby niemal ciągle musiał zanurzać się w materiale, by prowadzić z nim umysłowy dialog, poczuć go i przetrawić wewnętrznie. Nagle formułował niezwykle szybką uwagę, spostrzeżenie i interpretację, czasami posługując się ekspresjonistycznym udramatycznieniem materiału, by uwypuklić główny nieświadomy, afektywny i intelektualny ton sesji. Rosenfeld wspominał o swoich ulubionych niemieckich malarzach – ekspresjonistach; po niemiecku wypowiadał się w szczególnie godny uwagi sposób.